wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdzial drugi

 Dach galerii byl szklany, przez co widac bylo wszystko co znajduje sie poza nia, a ono widzialo nas. W srodku bylo naprawde pelna roznych sklepow.Melody gwaltownie pociagnela mnie za soba i pchnela w strone najblizszego sklepu z ciuchami.
-O niee tylko nie H&M...-jęczałam, jednak ona mnie nie sluchala.
Mel wparowala do sklepu i juz na progu zaczela wygrzebywcac ze sterty ubran jakies rurki.
-Masz, twoj rozmiar!-rzucila mi je na glowe.
-Dzieki,ale nie potrzebuje nic nowego.-Odparlam.
-Hahaha, kochana akorat nowe spodnie by ci sie przydaly. Te co masz teraz na sobie sa strasznie podarte. Gdy tylko przewrocilas sie w nich dwa lata temu na rolkach mowilam ci zebys je wyrzucila, a ty co? Nic!-Zaczęla sie smiac.
-Lubie je...-odparlam nieco zazenowana i poszlam do przymierzalni.


Wrocilam do domu wykonczona. Melody ciagnela mnie od sklepu do sklepu. Bylysmy w kazdym po trzy razy..
Gdy tylko otworzylam drzwi do mieszkania uslyszalam  czyjs szloch. Szybko wbieglam do salonu i zobaczylam mame skulona na fotelu i plakajaca jak male dziecko.
-Mamo wrocilas szybciej... czy cos sie stalo?-przestraszylam sie.
-Tak, tak wrocilam szybciej... Olivio usiadz na kanapie, ja zaraz przyjde.-Po tych slowach wstala i za pięć minut wrocila z kubkiem herbaty i podala mi go.
-O co chodzi?-Zapytalam.
-Liv...-zaczela-czasy sa ciezkie, a ja juz tez nie daje rady...Bardzo mi przykro, chcialam ci to juz powiedziec wczesniej, jednak nie bylo kiedy. Tak wiec dwa miesiace temu zwolnili mnie z pracy... Tata przysylal nam pieniadze na zycie... Powiedzial mi tez, zee musi zostac w Norwegii jeszcze trzy lata. Ja jednak w tym czasie ludzilam sie na to ze znajde cos lepszego jednak, choc Chicago to duze miasto, to nic nie znalazlam. Jedyna dobra oferta to praca w Norwegii. Iii bede zmuszona wyjechac tam na przynajmniej trzy lata...-mowila coraz szybciej, jednak ja jej przerwalam.
-Co, musimy z Mikim jechac do Norwegii??-krzyknelam
-Kochanie...-powiedziala powoli.- Miki tak, alee ty nie. Ty wyjedziesz do babci do Minesoty.Wlasnie w tej sprawie do niej wyjechalam, tobie powiedzialam tylko, że będziesz musiala wyjechac tam na trzy dni. wowczas nie wiedzialm jeszcze jak sie sprawy maja.-Znow zaczela plakac, a ja nie wiedzialam co mam powiedziec.-Błagam cie nie badz na mnie zla, to nie tak jak...-mowila lecz ja jej znowu przerwalam.
-Dobrze mamo..-mowilam jak bym lunatykowala.-To nie twoja wina.Trudno...-juz chcialam wstac i isc do pokoju, wyplakac sie w poduszke, gdy nagle cos sobie przypomnialam.
-Zaraz, kiedy mam wylot... i co bedzie z moimi rzeczami?
-Rzeczy wysle pojutrze, jednak twoj samolot jest jutro o siedemnastej.-Powiedziala pociagajac nosem.
-Dobrze, ide sie spakowac.-Powiedzialam i zeby nie widziala ze placze, zeby nie myslala ze to jej wina szybko wybieglam do pokoju i zamknelam drzwi na klucz. Zaczelam upychac do kartonow, ktorych jeszcze wczoraj nie bylo w pokoju (najwidoczniej mama przyniosla je tu gdy bylam w sklepie) co wpadnie mi do rak. Zajelo mi to dwie godziny. Na koniec spakowalam jescze plecak podreczny i rzucilam sie na lozko. Nie mialam pojecia co robic, jechalam do TEJ babci krora mnie nie cierpiala od urodzenia , gdy juz prawie zmozyl mnie sen to ostatnie co pamietam to przychodzacy sms od Melody-"Gdzie i o ktorej sie jutro spotykamy? :)". O Boże Mel, zapomnialam o niej. Nie cierpie pozegnan wiec szybko odpisalam- "Jutro o szesnastej pod lotniskiem  New Chicago. Mam wiadomosc." SEND
Nie wiem jak jej to powiem, biedaczka ma tylko mnie, tata zmarl, a mama pielegniarka na dwoch etatach.
Nie dam rady. Moje zycie jest juz bez sensu.




I co podoba sie mam wiele pomyslow ktore caly czas wpadaja mi do glowy.
Przepraszam ze tak dlugo nie pisalam, ale bylam w Hiszpanii.
Kolejne czesci postaram sie pisac systematycznie.

Obserwatorzy