Tuz po wejsciu do samolotu powitala mnie usmiechnieta stewardessa.
-Witamy na pokladzie naszego samolotu. Bardzo sie cieszymy ze pani do nas dotarla panno White.
-Tak, ja tez sie ciesze.-odpowiedzialam z grzecznosci, choc wogole sie nie cieszylam.-Gdzie mam usiąsć?-Spytałam, bo wlasnie zauwazylam ze samolot jest pelny.
-Juz, juz.-zaswiergotala stewardessa i pociagnela mnie na koniec samolotu. Bylo tam tylko jedne, jedyne wolne miejsce. Mianowicie, kolo okna.
-Milej podrozy, znow zapiszczala mloda pracownica i odeszla. ja w tym czasie juz sie przeciskałam przez jaiegos spiacego grubasa, a potem przez malego chlopca, na oko osmiolatka, zapewne syna tegoz grubasa..
Gdy tylko usiadlam wyjelam z plaecaka ipoda, sluchawki i telefon. Pospiesznie zerknelam na wyswietlacz telefonu i zorientowalam sie ze za minute startujemy. Szybko napisalam esemesa do melody i ze wszystko jest ok i ze siedze juz w samolocie, poczym wylaczylam telefon i poczulam ze samolot rusza. Zapielam pasy, a samolot nabierał predkosci, wraz z oderwaniem sie kol od ziemi, zerknelam w okno i zmartwialam. Na pasie startowym stal meszczyzna ktorego widzialam tamtego dnia na chodniku. Znowu usmiechnol sie do mnie przerazajaco po czym zniknal w czasie gdy my juz bylismy w powietrzu. Już chciałam wrzeszczec na caly samolot i uciec z niego jak najszybciej, jednak powsztrzymaly mnie przedtym pasy i zdolalam tylko wyszeptac:
-O Mój Boże...
-Jak sie chcesz modlic to rob to w mylach, bo rozprasza mnie to w graniu.-Dopiero teraz spojrzałam w bok i zauwazylam ze mowil to osmiolatek, tyle z teraz trzymal jeszcze w rekach konsole PsP. Nawet na mnie nie spojrzal gdy powiedzialam po cichu.
-Wcale sie teraz nie modle, tylko po prosu... tam stal... i ja juz go...ehh-westchnelam i stwierdzilam ze sie pogrązam i ze maly chlopak mnie wcale nie slucha. Jednak po pieciu minutach pelnej ciszy, dzieciak znowu sie odezwal:
-A tak wogule to jestem Louis, a ty, a ty, a ty? O! Juz wiem jestes Bella tak?? Taak, napewno, napewno jestes Bella, ja sie znam.-Zaczal gadac jak nakrecona lalka, a ja zeby ten Louis sie odczepil i zebym mogla w koncu wlaczyc ipoda odpowiedzialam:
-Nie, nie jestem Bella, tylko Olivia i bardzo cie prosze zebys sie odczepil.-juz mialam wkladac sluchawki do uszu gdy chlopak znowu zagadnal:
-A chcesz byc moja dziewczyna?
O malo sie nie zakrztusialam.
-Co? Co powiedzialeś?-zawolalam smiejac sie.
-Noo, czy chcesz byc moja dziewczyna?-ponowil pytanie.
-Masz z osiem lat, a ja szesnascie!
-No i co? Wiek nie stanowi problemu!-krzyknal.
A ja juz zaczelam sie wkurzac. Wiem ze to tylko dziecko ale sytuacja z dwoch ostatnich dni mnie przewyzszala i moze dlatego wlasnie w tym momencie zaczelam krzyczec na niewinne dziecko:
-Sluchaj, wez sie odemnie w koncu odczep! Mam juz na glowie tyle problemow ze nie mam ani czasu ani ochoty z toba gadac na ten temat! Nie sorry wogule nie mam ochoty z toba rozmawiac!
Spojrzalam na niego z nienawiscia a on zacząl plakac. Nie wiedzialam co mam zrobic i poprosilam stewardesse o chusteczki. Rzucilam mu tylko jeszcze szybkie przepraszam, po czym wlozylam sluchawki do uszu i wlaczylam muzyke na caly regulator. Louis przez chwile jeszcze sie na mnie patrzyl, ale gdy tylko odwrocilam glowe w strone okna, on tez wrocil do swojej gry na PsP. Reszte podrozy spedzilam sluchajac muzyki. Nawet sie nie zorientowalam gdy wszyscy wysiedlui z samolotu, a ja jedna siedzialam w fotelu.
Na lotnisku byl wielki tlok, a ja nie chcialam dzwonic do babci, zeby po mnie przyjezdzala, bo nawet nie wiedzialam czy ma samochod, no i przedewszystkim nie chcialam jej juz na poczatku niepotrzebnie denerwowac. Tak wiec wyszlam przed lotnisko i wsiadlam do najblizszej taksowki, wyjelam karteczke z adresem domu babci i podalam ja taksowkarzowi. On wlozyl bagaze i od razu ruszyl. Jazda byla dluga i wlasnie mijala juz godzina, a taksowkarz powiedzial ze za czterdziesci piec minut powinnismy byc na miejscu gdy nagle na drodze przed nami pojawil sie cien. I choc byla mgla, i nie bylo widac kto stoi na drodze. To ja wiedzialam, to byl on. Męzczyzna, usmiechajacy sie swoimi zebami jak igly...
