piątek, 19 lipca 2013

Rozdział piąty

Samochód gwałtownie zahamował, tak, że gdybym nie była przypięta pasami, zapewne wylądowałabym na przedniej szybie.
-Co ty robisz dziewczyno!? Jesteś jakaś opętana, czy co!? Z jakiego powodu tak się wydzierasz, że omal przez ciebie nie spowodowałem wypadku!-krzyczał na mnie kierowca.
-No bo tam stał jakiś...-nie było sensu się tłumaczyć, wiedziałam, że go tam już na pewno nie było.-Przepraszam pana bardzo, nie chciałam tak się wydzierać.-przeprosiłam tylko.
-No ja myślę...-odparł kierowca i ruszyliśmy.
Reszta drogi minęła nam w milczeniu choć kierowca jeszcze parę razy zadawał pytania o co mi chodziło, ja jednak go zbywałam, mówiąc ze to nic takiego, albo ze kot wszedł na jezdnie.
W końcu wjechaliśmy do ciemnego lasu, a gdy już po piętnastu minutach z niego wyjechaliśmy naszym oczom ukazał się wielki dom. Stal on sam jeden pośrodku pola. Okrążony przez las. Samochód zaczął zwalniać, a po chwili zupełnie stanął.
-No to jesteśmy na miejscu.-rzekł kierowca, wysiadł z samochodu i zaczął wyjmować mój bagaż ( przecież wszystkie rzeczy miały przyjechać jutro przesyłka.).
-Nie, chwila,  to chyba jakaś pomyłka...-zaczęłam patrząc na dom.
Kierowca uśmiechnął się tylko pod wąsem pokazał mi kartkę z adresem a potem palcem wskazał na tabliczkę na drzwiach. Faktycznie adres się zgadzał.
-No dobrze...-westchnęłam, zapłaciłam rachunek i podziękowałam. Taksówka odjechała i zostawiła mnie samą na tym odludziu.
Podeszłam do wielkich drzwi i zapukałam w nie wielka kołatką. Nikt nie przyszedł otworzyć, nie słyszałam nawet zadnym odgłosów dochodzących ze środka. Po paru minutach znowu zapukałam i znowu nikt mi nie otworzył. W końcu po pięciu minutach walenia do drzwi usłyszałam powolne kroki i stukanie laska o posadzkę. Po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nich starsza kobieta w siwych włosach o lasce-moja babcia.
-Czego znowu chcecie mówiłam wam już ze sto razy, że nie chce waszych obrzydliwych harcerskich ciastek!-krzyknęła i już miała zamknąć mi przed nosem drzwi gdy się odezwałam:
-Babciu to ja Olivia.
-Ach to ty? Miałaś przyjechać cztery godziny temu! Twoja matka tak mówiła-zaczęła zrzędliwym głosem.
-Nie, nie, musiała zajść pomyłka miałam przyjechać dokładnie o godzinie która jest teraz.-zaczęłam tłumaczyć lecz na mi przerwała.
-No coś podobnego rodzice cie nie nauczyli, że się nie pyskuje? A cha i nie mów do mnie per ty-babcia, bo nie przywykłam do takich obyczajów. Mów pani babciu. Tak?
-Oczywiście.-odrzekłam i weszłyśmy do domu, czuć było w nim lekka stęchlizną.
-Zasady panujące w tym domu są takie:
Kładź się o godzinie, której chcesz, ale cisza ma być już po dwudziestej drugiej.
Pierzesz sobie ciuchy sama.
Nie wchodzisz do mojego pokoju.
Nie przeszkadzaj mi.
Nie przyprowadzaj do domu żadnych zwierząt.
Jedzenie rób sobie sama z jedzenia, które sama sobie kupisz za pieniądze od twojej matki, jedynie obiad będziesz mogła ze mną zjeść zrobiony prze zemnie ale tylko jeśli przyjdziesz o 15.30, jeśli nie, radź sobie sama.
To na razie wszystko, jeśli coś mi się jeszcze przypomni to ci powiem. Twój pokój jest na górze, pierwszy w prawym skrzydle. Mam nadzieje, że nie będzie za duży. A teraz idź się połóż i nie myszkuj po domu, ani mi nie przeszkadzaj. Do widzenia.-Zasady wyrecytowała tak chłodnym głosem, że jeszcze bardziej zatęskniłam za Melody i za domem. Poszła na górę, a drzwi trzasnęły.
Ja w tym czasie wzięłam bagaż i poszłam do góry. Jak się okazało ten dom miał aż trzy piętra, każde z dwoma skrzydłami. Nie za długo zajęło mi szukanie swojego pokoju. Ale, gdy tylko weszłam do środka, dech zaparło mi w piersiach. Pokój był olbrzymi. Chyba z trzy razy większy niż całe moje mieszkanie w Chicago. Nie mogłam w to uwierzyć. Jedyne co udało mi się powiedzieć to było:
-Wow.
Zaczęłam się rozpakowywać, nie miałam dużo rzeczy, właściwie to tylko ubranie na następny dzień, laptop, kosmetyczkę i kapcie. Gdy już skończyłam oględziny pokoju, włącznie z wielka garderobą i własna łazienką przebrałam się w pidżamę i wsunęłam do łóżka. Napisałam jeszcze tylko do mamy i do Mel, że wszystko jest ok, że dotarłam i poszłam spać z myślą co przyniesie kolejny dzień.
Już zasypiałam, gdy z dołu dobiegł mnie odgłos otwieranych drzwi zewnętrznych i wspinania się po schodach. Pierwszą myślą, która wpadła mi do głowy, był sino-blady mężczyzna...


3 komentarze:

  1. Łał, bardzo fajnie piszesz :)
    Mówiłem Ci już, że spodobało mi się Twoje opowiadanie? :)
    Zakończyłaś w super sposób - jestem bardzo ciekawy co będzie dalej :)
    Życzę Weny :)
    mlwdragon.blogspot.com
    historiaadam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, kiedy będzie następny? Życzę weny d dalszego pisania i pozdrawiam XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny blog, uwielbiam opowiadania, więc czekam na następny. :)
    Pozdrawiam!

    koffam-zelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy