-Nie wierzę Ci!! Slyszysz co do ciebie mowie? Haaalo Olivia, nie rob sobie ze mnie jaj, dobrze? Wiesz przeciez ze nie lubie, gdy ktos robi mnie w konia... Chodmy juz lepiej do ciebie do domu, wypozyczylam mnostwo filmow i kupilam chyba z dwadziescia paczek popcornu. Wiem, wiem ze to duzo jak na tydzien, ale...
-Melody ja nie zartuje. Nie trajkocz tyle, za pol godziny mam samolot i chcialam ten czas spedzic na pozegnaniu z toba.-Bylo chłodne popoludnie, a ja nadal nie rozumialam czemu slonce nie wychodzilo. Przeciez byly wakacje... Jednak to w tej chwili sie nie liczylo. liczylo sie tylko by sie pozegnac. Niestety ja juz tracilam cierpliwosc od pietnastu minut probowalam wytlumaczyc Melody sytuacje. Niestety ona nadal tego nie pojmowala.
-I ze niby mam ci uwierzyc ze jedziesz do swojego babki ktora cie nie cierpi, do Minesoty, na trzy lata, bo twoja mama stracila tu prace? Mam ci uwierzyc ze za pol godziny odlatujesz samolotem z ktorym odleca tez nasze mazenia. jesli tak myslisz to jestes w wielkim bledzie!!-Lzy zaczely plynac jej po policzkach, a ja nie moglam ich zatamowac ani znalezc slow zeby opisac jak mi przykro.
Wkrotce jednak juz we dwie siedzialysmy na lawce i ryczalysmy sobie do rekawow. Rozstawalysmy sie na trzy lata. nie sadzilam ze ta chwila kiedys nadejdzie. By\lysmy nierozlaczne.
Wkrotce po kolejnych pietnastu minutach, zaczelysmy sie zegnac, i to na powaznie.
-Jest przeciez skype, sa telefony i e-maile. Damy sobie rade, to tylko trzy lata. I choc moze nie bedziemy siedzialy razem w lawce przy wreczaniu dyplomow za ukonczenie szkoly, to jednak potem od razu przyjade znow do Chicago i pojdziemy razem na studia, tak jak to ustalalysmy od podstawowki. A moze nawet jesli uzbierasz to przyjedziesz do mnie za rok na cale wakacje do Minesoty, albo ja do ciebie do Chicago. Tak czy inaczej bedziemy w ciaglym kontakcie.-Skonczylam mowe nad ktora myslalam od wczorajszego wieczoru. Gdy melody ja uslyszala otarla tylko lzy, usmiechnela sie blado i powiedziala:
-ty to zawsze umiesz czlowieka pocieszyc. nie wiem co bez ciebie zrobie. Na pewno nie poznam tu drugiej takiej przyjaciolki jak ty. Wiec ty tez z nikim nie zawiazuj wielkich przyjazni.-powiedziala zaniepokojon.
-spokojnie, nikt nigdy cie nie zastapi.-Po tych slowach mel jescze bardziej sie rozweselila i powiedziala:
-Obiecaj ze nigdy o mnie nie zapomnisz.
Obiecuje...-gdy nagle z glosnikow lotniska pod ktorym siedzalysmy ktos sie wydarl "Pani Olivia White proszona na poklad samolotu! Pani Olivia..."-O nie!- wykrzyknelam i zerwalam sie z lawki.
-Bedzie mi cie brakowalo, serio-Powiedzial Melody i pospiesznie mnie uscisnela.
-Mnie ciebie tez.-Powiedzialam i popedzilam do odprawy.
Gdy przechodzilam przez bramki i dawalam stiuardesie moj dowod osobisty, uslyszalam za soba.
-Liv, zadzwon jak wyladujesz... Milej podrozy!
Moja Melody, oczywiscie ze zadzwoni, pomyslalam...
-Pani Olivio, zapraszamy na poklad samolotu.
Zegnaj Chicago, zegnaj wymarzony swiecie...
Heeeei przepraszam ze tak meeegfa dlugo nie pisalam, ale wogole nie mialam czasu chociaz sa wakacje to ja caly czas mam zajecia. Mam nadzieje ze kolejny rozsdzial sie sodobal. ;P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz