piątek, 19 lipca 2013

Rozdział piąty

Samochód gwałtownie zahamował, tak, że gdybym nie była przypięta pasami, zapewne wylądowałabym na przedniej szybie.
-Co ty robisz dziewczyno!? Jesteś jakaś opętana, czy co!? Z jakiego powodu tak się wydzierasz, że omal przez ciebie nie spowodowałem wypadku!-krzyczał na mnie kierowca.
-No bo tam stał jakiś...-nie było sensu się tłumaczyć, wiedziałam, że go tam już na pewno nie było.-Przepraszam pana bardzo, nie chciałam tak się wydzierać.-przeprosiłam tylko.
-No ja myślę...-odparł kierowca i ruszyliśmy.
Reszta drogi minęła nam w milczeniu choć kierowca jeszcze parę razy zadawał pytania o co mi chodziło, ja jednak go zbywałam, mówiąc ze to nic takiego, albo ze kot wszedł na jezdnie.
W końcu wjechaliśmy do ciemnego lasu, a gdy już po piętnastu minutach z niego wyjechaliśmy naszym oczom ukazał się wielki dom. Stal on sam jeden pośrodku pola. Okrążony przez las. Samochód zaczął zwalniać, a po chwili zupełnie stanął.
-No to jesteśmy na miejscu.-rzekł kierowca, wysiadł z samochodu i zaczął wyjmować mój bagaż ( przecież wszystkie rzeczy miały przyjechać jutro przesyłka.).
-Nie, chwila,  to chyba jakaś pomyłka...-zaczęłam patrząc na dom.
Kierowca uśmiechnął się tylko pod wąsem pokazał mi kartkę z adresem a potem palcem wskazał na tabliczkę na drzwiach. Faktycznie adres się zgadzał.
-No dobrze...-westchnęłam, zapłaciłam rachunek i podziękowałam. Taksówka odjechała i zostawiła mnie samą na tym odludziu.
Podeszłam do wielkich drzwi i zapukałam w nie wielka kołatką. Nikt nie przyszedł otworzyć, nie słyszałam nawet zadnym odgłosów dochodzących ze środka. Po paru minutach znowu zapukałam i znowu nikt mi nie otworzył. W końcu po pięciu minutach walenia do drzwi usłyszałam powolne kroki i stukanie laska o posadzkę. Po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nich starsza kobieta w siwych włosach o lasce-moja babcia.
-Czego znowu chcecie mówiłam wam już ze sto razy, że nie chce waszych obrzydliwych harcerskich ciastek!-krzyknęła i już miała zamknąć mi przed nosem drzwi gdy się odezwałam:
-Babciu to ja Olivia.
-Ach to ty? Miałaś przyjechać cztery godziny temu! Twoja matka tak mówiła-zaczęła zrzędliwym głosem.
-Nie, nie, musiała zajść pomyłka miałam przyjechać dokładnie o godzinie która jest teraz.-zaczęłam tłumaczyć lecz na mi przerwała.
-No coś podobnego rodzice cie nie nauczyli, że się nie pyskuje? A cha i nie mów do mnie per ty-babcia, bo nie przywykłam do takich obyczajów. Mów pani babciu. Tak?
-Oczywiście.-odrzekłam i weszłyśmy do domu, czuć było w nim lekka stęchlizną.
-Zasady panujące w tym domu są takie:
Kładź się o godzinie, której chcesz, ale cisza ma być już po dwudziestej drugiej.
Pierzesz sobie ciuchy sama.
Nie wchodzisz do mojego pokoju.
Nie przeszkadzaj mi.
Nie przyprowadzaj do domu żadnych zwierząt.
Jedzenie rób sobie sama z jedzenia, które sama sobie kupisz za pieniądze od twojej matki, jedynie obiad będziesz mogła ze mną zjeść zrobiony prze zemnie ale tylko jeśli przyjdziesz o 15.30, jeśli nie, radź sobie sama.
To na razie wszystko, jeśli coś mi się jeszcze przypomni to ci powiem. Twój pokój jest na górze, pierwszy w prawym skrzydle. Mam nadzieje, że nie będzie za duży. A teraz idź się połóż i nie myszkuj po domu, ani mi nie przeszkadzaj. Do widzenia.-Zasady wyrecytowała tak chłodnym głosem, że jeszcze bardziej zatęskniłam za Melody i za domem. Poszła na górę, a drzwi trzasnęły.
Ja w tym czasie wzięłam bagaż i poszłam do góry. Jak się okazało ten dom miał aż trzy piętra, każde z dwoma skrzydłami. Nie za długo zajęło mi szukanie swojego pokoju. Ale, gdy tylko weszłam do środka, dech zaparło mi w piersiach. Pokój był olbrzymi. Chyba z trzy razy większy niż całe moje mieszkanie w Chicago. Nie mogłam w to uwierzyć. Jedyne co udało mi się powiedzieć to było:
-Wow.
Zaczęłam się rozpakowywać, nie miałam dużo rzeczy, właściwie to tylko ubranie na następny dzień, laptop, kosmetyczkę i kapcie. Gdy już skończyłam oględziny pokoju, włącznie z wielka garderobą i własna łazienką przebrałam się w pidżamę i wsunęłam do łóżka. Napisałam jeszcze tylko do mamy i do Mel, że wszystko jest ok, że dotarłam i poszłam spać z myślą co przyniesie kolejny dzień.
Już zasypiałam, gdy z dołu dobiegł mnie odgłos otwieranych drzwi zewnętrznych i wspinania się po schodach. Pierwszą myślą, która wpadła mi do głowy, był sino-blady mężczyzna...


niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział czwarty

Tuz po wejsciu do samolotu powitala mnie usmiechnieta stewardessa.
-Witamy na pokladzie naszego samolotu. Bardzo sie cieszymy ze pani do nas dotarla panno White.
-Tak, ja tez sie ciesze.-odpowiedzialam z grzecznosci, choc wogole sie nie cieszylam.-Gdzie mam usiąsć?-Spytałam, bo wlasnie zauwazylam ze samolot jest pelny.
-Juz, juz.-zaswiergotala stewardessa i pociagnela mnie na koniec samolotu. Bylo tam tylko jedne, jedyne wolne miejsce. Mianowicie, kolo okna.
-Milej podrozy, znow zapiszczala mloda pracownica i odeszla. ja w tym czasie juz sie przeciskałam przez jaiegos spiacego grubasa, a potem przez malego chlopca, na oko osmiolatka, zapewne syna tegoz grubasa..
 Gdy tylko usiadlam wyjelam z plaecaka ipoda, sluchawki i telefon. Pospiesznie zerknelam na wyswietlacz telefonu i zorientowalam sie ze za minute startujemy. Szybko napisalam esemesa do melody i ze wszystko jest ok i ze siedze juz w samolocie, poczym wylaczylam telefon i poczulam ze samolot rusza. Zapielam pasy, a samolot nabierał predkosci, wraz z oderwaniem sie kol od ziemi, zerknelam w okno i zmartwialam. Na pasie startowym stal meszczyzna ktorego widzialam tamtego dnia na chodniku. Znowu usmiechnol sie do mnie przerazajaco po czym zniknal w czasie gdy my juz bylismy w powietrzu. Już chciałam wrzeszczec na caly samolot i uciec z niego jak najszybciej, jednak powsztrzymaly mnie przedtym pasy i zdolalam tylko wyszeptac:
-O Mój Boże...
-Jak sie chcesz modlic to rob to w mylach, bo rozprasza mnie to w graniu.-Dopiero teraz spojrzałam w bok i zauwazylam ze mowil to osmiolatek, tyle z teraz trzymal jeszcze w rekach konsole PsP. Nawet na mnie nie spojrzal gdy powiedzialam po cichu.
-Wcale sie teraz nie modle, tylko po prosu... tam stal... i ja juz go...ehh-westchnelam i stwierdzilam ze sie pogrązam i ze maly chlopak mnie wcale nie slucha. Jednak po pieciu minutach pelnej ciszy, dzieciak znowu sie odezwal:
-A tak wogule to jestem Louis, a ty, a ty, a ty? O! Juz wiem jestes Bella tak?? Taak, napewno, napewno jestes Bella, ja sie znam.-Zaczal gadac jak nakrecona lalka, a ja zeby ten  Louis sie odczepil i zebym mogla w koncu wlaczyc ipoda odpowiedzialam:
-Nie, nie jestem Bella, tylko Olivia i bardzo cie prosze zebys sie odczepil.-juz mialam wkladac sluchawki do uszu gdy chlopak znowu zagadnal:
-A chcesz byc moja dziewczyna?
O malo sie nie zakrztusialam.
-Co? Co powiedzialeś?-zawolalam smiejac sie.
-Noo, czy chcesz byc moja dziewczyna?-ponowil pytanie.
-Masz z osiem lat, a ja szesnascie!
-No i co? Wiek nie stanowi problemu!-krzyknal.
A ja juz zaczelam sie wkurzac. Wiem ze to tylko dziecko ale sytuacja z dwoch ostatnich dni mnie przewyzszala i moze dlatego wlasnie w tym momencie zaczelam krzyczec na niewinne dziecko:
-Sluchaj, wez sie odemnie w koncu odczep! Mam juz na glowie tyle problemow ze nie mam ani czasu ani ochoty z toba gadac na ten temat! Nie sorry wogule nie mam ochoty z toba rozmawiac!
Spojrzalam na niego z nienawiscia a on zacząl plakac. Nie wiedzialam co mam zrobic i poprosilam stewardesse o chusteczki. Rzucilam mu tylko jeszcze szybkie przepraszam, po czym wlozylam sluchawki do uszu i wlaczylam muzyke na caly regulator. Louis przez chwile jeszcze sie na mnie patrzyl, ale gdy tylko odwrocilam glowe w strone okna, on tez wrocil do swojej gry na PsP. Reszte podrozy spedzilam sluchajac muzyki. Nawet sie nie zorientowalam gdy wszyscy wysiedlui z samolotu, a ja jedna siedzialam w fotelu.


Na lotnisku byl wielki tlok, a ja nie chcialam dzwonic do babci, zeby po mnie przyjezdzala, bo nawet nie wiedzialam czy ma samochod, no i przedewszystkim nie chcialam jej juz na poczatku niepotrzebnie denerwowac. Tak wiec wyszlam przed lotnisko i wsiadlam do najblizszej taksowki, wyjelam karteczke z adresem domu babci i podalam ja taksowkarzowi. On wlozyl bagaze i od razu ruszyl. Jazda byla dluga i wlasnie mijala juz godzina, a taksowkarz powiedzial ze za czterdziesci piec minut powinnismy byc na miejscu gdy nagle na drodze przed nami  pojawil sie cien. I choc byla mgla, i nie bylo widac kto stoi na drodze. To ja wiedzialam, to byl on. Męzczyzna, usmiechajacy sie swoimi zebami jak igly...


sobota, 13 lipca 2013

Rozdział trzeci.

-Nie wierzę Ci!! Slyszysz co do ciebie mowie? Haaalo Olivia, nie rob sobie ze mnie jaj, dobrze? Wiesz przeciez ze nie lubie, gdy ktos robi mnie w konia... Chodmy juz lepiej do ciebie do domu, wypozyczylam mnostwo filmow i kupilam chyba z dwadziescia paczek popcornu. Wiem, wiem ze to duzo jak na tydzien, ale...
-Melody ja nie zartuje. Nie trajkocz tyle, za pol godziny mam samolot i chcialam ten czas spedzic na pozegnaniu z toba.-Bylo chłodne popoludnie, a ja nadal nie rozumialam czemu slonce nie wychodzilo. Przeciez byly wakacje... Jednak to w tej chwili sie nie liczylo. liczylo sie tylko by sie pozegnac. Niestety ja juz tracilam cierpliwosc od pietnastu minut probowalam wytlumaczyc Melody sytuacje. Niestety ona nadal tego nie pojmowala.
-I ze niby mam ci uwierzyc ze jedziesz do swojego babki ktora cie nie cierpi, do Minesoty, na trzy lata, bo twoja mama stracila tu prace? Mam ci uwierzyc ze za pol godziny odlatujesz samolotem z ktorym odleca tez nasze mazenia. jesli tak myslisz to jestes w wielkim bledzie!!-Lzy zaczely plynac jej po policzkach, a ja nie moglam ich zatamowac ani znalezc slow zeby opisac jak mi przykro.
Wkrotce jednak juz we dwie siedzialysmy na lawce i ryczalysmy sobie do rekawow. Rozstawalysmy sie na trzy lata. nie sadzilam ze ta chwila kiedys nadejdzie. By\lysmy nierozlaczne.

Wkrotce po kolejnych pietnastu minutach, zaczelysmy sie zegnac, i to na powaznie.
-Jest przeciez skype, sa telefony i e-maile. Damy sobie rade, to tylko trzy lata. I choc moze nie bedziemy siedzialy razem w lawce przy wreczaniu dyplomow za ukonczenie szkoly, to jednak potem od razu przyjade znow do Chicago i pojdziemy razem na studia, tak jak to ustalalysmy od podstawowki. A moze nawet jesli uzbierasz to przyjedziesz do mnie za rok na cale wakacje do Minesoty, albo ja do ciebie do Chicago. Tak czy inaczej bedziemy w ciaglym kontakcie.-Skonczylam mowe nad ktora myslalam od wczorajszego wieczoru. Gdy melody ja uslyszala otarla tylko lzy, usmiechnela sie blado i powiedziala:
-ty to zawsze umiesz czlowieka pocieszyc. nie wiem co bez ciebie zrobie. Na pewno nie poznam tu drugiej takiej przyjaciolki jak ty. Wiec ty tez z nikim nie zawiazuj wielkich przyjazni.-powiedziala zaniepokojon.
-spokojnie, nikt nigdy cie nie zastapi.-Po tych slowach mel jescze bardziej sie rozweselila i powiedziala:
-Obiecaj ze nigdy o mnie nie zapomnisz.
Obiecuje...-gdy nagle z glosnikow lotniska pod ktorym siedzalysmy ktos sie wydarl "Pani Olivia White proszona na poklad samolotu! Pani Olivia..."-O nie!- wykrzyknelam i zerwalam sie z lawki.
-Bedzie mi cie brakowalo, serio-Powiedzial Melody i pospiesznie mnie uscisnela.
-Mnie ciebie tez.-Powiedzialam i popedzilam do odprawy.
Gdy przechodzilam przez bramki i dawalam stiuardesie moj dowod osobisty, uslyszalam za soba.
-Liv, zadzwon jak wyladujesz... Milej podrozy!
Moja Melody, oczywiscie ze zadzwoni, pomyslalam...
-Pani Olivio, zapraszamy na poklad samolotu.
Zegnaj Chicago, zegnaj wymarzony swiecie...





Heeeei przepraszam ze tak meeegfa dlugo nie pisalam, ale wogole nie mialam czasu chociaz sa wakacje to ja caly czas mam zajecia. Mam nadzieje ze kolejny rozsdzial sie sodobal. ;P

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdzial drugi

 Dach galerii byl szklany, przez co widac bylo wszystko co znajduje sie poza nia, a ono widzialo nas. W srodku bylo naprawde pelna roznych sklepow.Melody gwaltownie pociagnela mnie za soba i pchnela w strone najblizszego sklepu z ciuchami.
-O niee tylko nie H&M...-jęczałam, jednak ona mnie nie sluchala.
Mel wparowala do sklepu i juz na progu zaczela wygrzebywcac ze sterty ubran jakies rurki.
-Masz, twoj rozmiar!-rzucila mi je na glowe.
-Dzieki,ale nie potrzebuje nic nowego.-Odparlam.
-Hahaha, kochana akorat nowe spodnie by ci sie przydaly. Te co masz teraz na sobie sa strasznie podarte. Gdy tylko przewrocilas sie w nich dwa lata temu na rolkach mowilam ci zebys je wyrzucila, a ty co? Nic!-Zaczęla sie smiac.
-Lubie je...-odparlam nieco zazenowana i poszlam do przymierzalni.


Wrocilam do domu wykonczona. Melody ciagnela mnie od sklepu do sklepu. Bylysmy w kazdym po trzy razy..
Gdy tylko otworzylam drzwi do mieszkania uslyszalam  czyjs szloch. Szybko wbieglam do salonu i zobaczylam mame skulona na fotelu i plakajaca jak male dziecko.
-Mamo wrocilas szybciej... czy cos sie stalo?-przestraszylam sie.
-Tak, tak wrocilam szybciej... Olivio usiadz na kanapie, ja zaraz przyjde.-Po tych slowach wstala i za pięć minut wrocila z kubkiem herbaty i podala mi go.
-O co chodzi?-Zapytalam.
-Liv...-zaczela-czasy sa ciezkie, a ja juz tez nie daje rady...Bardzo mi przykro, chcialam ci to juz powiedziec wczesniej, jednak nie bylo kiedy. Tak wiec dwa miesiace temu zwolnili mnie z pracy... Tata przysylal nam pieniadze na zycie... Powiedzial mi tez, zee musi zostac w Norwegii jeszcze trzy lata. Ja jednak w tym czasie ludzilam sie na to ze znajde cos lepszego jednak, choc Chicago to duze miasto, to nic nie znalazlam. Jedyna dobra oferta to praca w Norwegii. Iii bede zmuszona wyjechac tam na przynajmniej trzy lata...-mowila coraz szybciej, jednak ja jej przerwalam.
-Co, musimy z Mikim jechac do Norwegii??-krzyknelam
-Kochanie...-powiedziala powoli.- Miki tak, alee ty nie. Ty wyjedziesz do babci do Minesoty.Wlasnie w tej sprawie do niej wyjechalam, tobie powiedzialam tylko, że będziesz musiala wyjechac tam na trzy dni. wowczas nie wiedzialm jeszcze jak sie sprawy maja.-Znow zaczela plakac, a ja nie wiedzialam co mam powiedziec.-Błagam cie nie badz na mnie zla, to nie tak jak...-mowila lecz ja jej znowu przerwalam.
-Dobrze mamo..-mowilam jak bym lunatykowala.-To nie twoja wina.Trudno...-juz chcialam wstac i isc do pokoju, wyplakac sie w poduszke, gdy nagle cos sobie przypomnialam.
-Zaraz, kiedy mam wylot... i co bedzie z moimi rzeczami?
-Rzeczy wysle pojutrze, jednak twoj samolot jest jutro o siedemnastej.-Powiedziala pociagajac nosem.
-Dobrze, ide sie spakowac.-Powiedzialam i zeby nie widziala ze placze, zeby nie myslala ze to jej wina szybko wybieglam do pokoju i zamknelam drzwi na klucz. Zaczelam upychac do kartonow, ktorych jeszcze wczoraj nie bylo w pokoju (najwidoczniej mama przyniosla je tu gdy bylam w sklepie) co wpadnie mi do rak. Zajelo mi to dwie godziny. Na koniec spakowalam jescze plecak podreczny i rzucilam sie na lozko. Nie mialam pojecia co robic, jechalam do TEJ babci krora mnie nie cierpiala od urodzenia , gdy juz prawie zmozyl mnie sen to ostatnie co pamietam to przychodzacy sms od Melody-"Gdzie i o ktorej sie jutro spotykamy? :)". O Boże Mel, zapomnialam o niej. Nie cierpie pozegnan wiec szybko odpisalam- "Jutro o szesnastej pod lotniskiem  New Chicago. Mam wiadomosc." SEND
Nie wiem jak jej to powiem, biedaczka ma tylko mnie, tata zmarl, a mama pielegniarka na dwoch etatach.
Nie dam rady. Moje zycie jest juz bez sensu.




I co podoba sie mam wiele pomyslow ktore caly czas wpadaja mi do glowy.
Przepraszam ze tak dlugo nie pisalam, ale bylam w Hiszpanii.
Kolejne czesci postaram sie pisac systematycznie.

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdzial pierwszy

 -Masz racje!Bitwy na poduszki, jedzenie lodow o trzeciej w nocy!
-Nie mamy czasu, za chwile otworza galerie!Liv pospiesz sie mamy 10 minut do wyjscia, naprawde nie chce tego przegapic.
-Ok,ok.
Skierowalam sie do lazienki. Ona mysli, ze zdaze ubrac uczesac, umalowac i umyc w 10min? Latwo jej sie mowi, Mel to zawsze ma na wszysto czas.Umylam sie i ubralam, a potem Mel zrobila mi sniadanie.
-Jedz szybciej! Masz trzy minuty!- krzyczala Melody. Wydaje jej sie, ze to tak latwo? A kiedy ja sie uczesze?-Powiedz mi jeszcze czemu nie powiedzialas , ze twoja mama wyjechala?
-Nie mialam czasu.Zauwazylas chyba, ze ostatnio prawie wcale ze soba nie gadamy...
-To powiedz chociaz, gdzie wyjechala i po co?
-Wyjechala do babci, do Minesoty. Nie wiem jeszcze po co, pewnie chodzi o jakas drobnostke.- Sklamalam. Dobrze wiedzialam po co, ale nie moglam jej jeszcze tego zdradzic. Mel spojrzala mi prosto w oczy, pewnie przeczula, ze ja oklamywalam, ale nic nie powiedziala.
-Aha...o nie! Musimy wychodzic!- pociagnela mnie za nadgarstek i wybiegla ze mna na przedpokoj-dokonczysz jak wrocimy, a teraz szybko sie czesz i maluj.Dala mi sie uczesac i pomalowac, to dosc duzo jak na Melody, myslalam, ze wytarmosi mnie z domu za rekaw i nie pozwoli mi nawet umyc zebow.
-Szybciej, szybciej szybciej!-poganiala mnie przyjaciolka. Kiedy juz bylam gotowa wybieglysmy z mieszkania. pomyslalam sobie, jak dobrze, ze w moim bloku jest winda.
-Niech ta winda sie pospieszy! Jest dopiero na 2 pietrze!- przezywala moja sasiadka i najlepsza przyjaciolka.
-Nie no, musimy zejsc na nogach!
-Z 13 pietra?!-protestowalam.
-Dokladnie!-mowiac to mocno szarpnela mnie za nadgarstek i ruszyla w dol. Bylam wyczerpana juz na 9 pietrze, a u niej nie bylo widac najmniejszego nawet sladu zmeczenia. Jak ona to robi? Na samym dole ruszylysmy w strone sklepu, w ktorym miala byc ta "super" wyprzedaz na ktora tak spieszyla sie Mel.Po drodze troche zwolnila i rzucila:
-O matko! Ale sie ciesze! Ile tam musi byc niepowtarzalnych i wyjatowych rzeczy...ah...to wszystko bede miala juz za moment!
-Ta niepowtarzalnych, pewnie sa tam takie same rzeczy jak w kazdym innym sklepie, wiec nie cieszyla bym sie ta orginalnoscia.
-Zartujesz sobie? Jest piecdziesiecioprocentowa znizka na wszystko!-cieszyla sie Melody. Reszte drogi odbylysmy w milczeniu. Byla lekka mgla trudno bylo dostrzec co jest pare metrow przed nami, a ja czulam na sobie czyjs wzrok. W pewnym momencie naprawde sie przerazilam kiedy zobaczylam sinobladego meszczyzne w czarnym plaszczu i nie zastanawiajac sie wypalilam:
-Mel, widzialas go?
-Kogo?-odezwala sie zirytowana Melody
-No tego...niewazne pewnie juz calkiem zeswirowalam i mam zwidy. Znow nikt sie nie odzywal. Wial naprawde silny wiatr i rozwiewal wlosy na wszystkie strony. Znow zobaczylam bladego meszczyzne. Stal pod sklepem i sie we mnie wgapial, tak hipnotyzujacym wzrokiem, ze myslalam, ze oszaleje. Na koniec usmiechnal sie do mnie i zniknal.Nie byl to zwyczajny usmiech, bo jego zeby byly cienkie jak igly.
-Melody!-krzyknelam z przerazenia
-Co chcesz?
-Naprawde nic nie widzialas? Stal tu taki facet w czarnym plaszczu i melonie, kiedy na niego spojrzalam usmiechnal sie i zniknal!
-Moze cie podrywa- zaszydzila Mel
-Ja mu powaznie! Mial igly zamiast zebow! Mel, boje sie, a co jesli to jakis porywacz albo gorzej?
-Nie martw sie, jestesmy juz blisko, jak wejdziemy do galerii to o nim zapomnisz i sie wyluzujesz

-Masz racje...-stanelysmy przed galeria.To tutaj.


Obserwowana, prolog


  Wszyscy mowia do mnie Liv. Mam szesnaście lat i chodzę do liceum. Mam młodszego brata Michaela, ale i tak wszyscy wołają na niego Miki. Ma dwanaście lat i jest mega wkurzający. Nie tylko ja tak myślę, uważa tak też moja najlepsza przyjaciółka Melody. Chodzimy razem do tej samej szkoły, tej samej klasy, siedzimy w tej samej ławce, na tych samych lekcjach i mieszkamy w tym samym budynku. Znamy się od przedszkola, bo razem do niego chodziłysmy i od tego czasu sie nie rozstajemy. Dzisiaj, o godzinie dwunastej, jak zwykle jeszcze spałam, była sobota i były wakacje. Wczoraj tak długo siedziałam, oglądając film, że nie zwróciłam nawet uwagi, która jest godzina. Mianowicie była trzecia w nocy. Może dlatego; gdy dzisiaj o dwunastej zadzwonił mój telefon, byłam wściekła na dzwoniącego. Odebrałam telefon dopiero, gdy zadzwonił po raz czwarty. Zmęczonym glosem rzuciłam do słuchawki:
-Halo?
-Co ty, śpisz jeszcze?-
Tak, to napewno była Melody, największy ranny ptaszek jakiego znałam, dla niej godzina szósta (w sobotę, nawet nie chce wiedzieć, o której godzinie w dzień powszedni) to był czas na śniadanie, aż się zdziwiłam, że nie zadwoniła do mnie o ósmej.
-Teraz już nie śpię.-
Warknęłam do słuchawki.
-To dobrze, bo chyba nie zapomniałaś, że miałyśmy się dzisiaj wybrać do tej nowej galerii. Otwierają ją za pół godziny. Miała być w niej dzisiaj największa wyprzedaż tego roku na cały asortyment!-
Piszczała do słuchawki.
-Super, zaraz będę gotowa.-
Nie, żebym tak bardzo kochała zakupy i wyprzedaże, ale nie chciałam zrobić Mel przykrości. Ona uwielbia zakupy i wyprzedaże.
-To dobrze, że zaraz będziesz gotowa, bo już do ciebie schodzę!-
Krzyknęła tylko i się rozłączyła. Super, po prostu fantastycznie! znając Melody, gdy tylko tu zejdzie będzie kazała mi wychodzić w pidżamie, kapciach i nieuczesanej, ani nieumalowanej!
-Puk, puk, jest tam kto?-
Dochodziło zza drzwi.
-Otwarte!-
Krzyknęłam. Zaraz do pokoju weszła Melody, jak zwykle w fantastycznych ciuchach i fantastycznie umalowana. Ona to zawsze ma na wszystko czas.
-Jesteś sama w domu?-
Spytała.
-Przecież wiesz, że Miki jest na obozie, tata w Norwegii, w pracy, a mama wczoraj wyjechała na tydzień do babci.-
Powiedziałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-To, że Miki jest na obozie wiedziałam, to, że tata w Norwegii też, ale o tym, że mama wyjechała i że na tydzień masz wolną chatę, nie raczyłaś mnie poinformować!-
Patrzyła na mnie z oburzeniem.
-No sorki, sorki. Wyleciało mi z głowy. Zresztą i tak bym ci dzisiaj powiedziała, a i mama się pytała czy na ten tydzień nie chciałabyś u mnie zostać, wie, że mieszkasz zaraz nad nami, ale z myślą, że nie będę sama spać w domu jest bardziej usatysfakcjonowana. To jak wchodzisz w to?-
Spytałam, a Mel krzyknęła.
-Pytasz czy w to wchodzę? No pewnie! Babskie wieczory i filmy z popcornem do północy! Fantastycznie! Mama na pewno się zgodzi!-
Krzyczała.

Obserwatorzy